Idea formacji Bramafan zrodziła się na początku 2003 roku. Dla przyszłych członków tego zespołu był to okres szczególny.
Wawrzyniec Dąbrowski (Wawa), po odejściu z kapeli Filip z Konopi, poszukiwał artystów, z którymi udałoby mu się podążać w kierunku podobnym co FzK,
przy jednoczesnym zachowaniu zrozumienia i harmonii towarzyszących procesowi pracy twórczej.
Rafał Trzciński (Rafi) i Krzysztof Niewiński (Dżulius) - przyjaciele, członkowie formacji o zmiennej nazwie (Valley of The Bell, Poppy-seed Cake),
której działalność została zawieszona - spędzali czas na wspólnym graniu i tworzeniu w sali prób antynarkotykowego
klubu socjalnego dla młodzieży Alternatiff, który mieścił się w osiedlowym blaszaku na warszawskiej Chomiczówce.
Cała trójka znała się dobrze już wcześniej. Rafał i Wawa chodzili do jednej klasy w liceum i grali razem rocka w kapeli Corduroy.
Dżulius poznał chłopaków przez Szymona, swojego sąsiada z bloku i jednocześnie perkusistę zespołu Filip z Konopi, z którym w dwójkę również grywali czasem w salce Alternatiffu.
Zacieśniające się relacje i nieprzeparta chęć grania skłoniły Wawę do złożenia Rafiemu i Dżuliusowi propozycji współpracy.
Brakowało jeszcze tylko rytmu. Czegoś pomiędzy "reggae'owym pulsem", a "rockowym łupnięciem". Rozpoczęły się poszukiwania.
Na próżno: żaden z kandydatów nie wyczuwał klimatu. Niezastąpiony w roli pałkera okazał się dopiero członek FzK, Szymon Obrębowski.
Żyjący w świecie rock&roll'a Sajmon został ostatecznie czwartym członkiem Bramafanu.
Zaczął się etap "docierania" oraz intensywnej pracy nad materiałem, uwieńczony nagraniem w czerwcu 2004 roku płyty demo
w warszawskim DBX Studio. Zespół zaczął też intensywnie koncertować. Do dnia dzisiejszego Bramafan zagrał ponad 50 koncertów
na małych i dużych scenach w wielu miastach Polski. Występował z takimi zespołami, jak Happysad, Naiv, Muzyka Końca Lata, Vavamuffin,
Daab, Habakuk, Magara. Jesienią 2005 roku zespół wyjechał na dwa koncerty do Aarhus (Dania), gdzie nagrał swoją drugą demówkę,
Aarhus Session, wydaną własnym sumptem w nakładzie 68 egzemplarzy. W marcu 2007 roku zespół rozpoczyna nagrywanie materiału na swoją debiutancką płytę.
Tworzoną muzykę kapela określa mianem "reggae z dużą dawką rocka".
Bramafan - Demo 2004
Recenzja:
"Bramafan to warszawski skład spod znaku pulsujących brzmień. Stworzył go Wawrzyniec po odejściu z formacji Filip Z Konopii.
Skład zdobywał pierwsze doświadczenie przed wymagającą publicznością Przeglądu Sceny Uniwersyteckiej w warszawskim klubie Proxima.
Proste, czasem surowe kompozycje, chwytliwe melodie, charakterystyczna pulsacja, a przede wszystkim ciepło przekazu były atutami,
które widzowie dostrzegli i docenili - Bramafan zajął drugie miejsce. Od tego czasu i ja czekałem na ich materiał.
Siedem kompozycji,
składających się na to wydawnictwo, to udana kompilacja stylistyki The Police i Daab. Dwóch gitarzystów prowadzi swoistą konwersację
na instrumentach - Krzysiek głównie zajmuje się partiami solowymi, Wawa z kolei buduje ciepłą pulsację rodem z karaibów. Słuchanie
tej płyty bardzo relaksuje, ale nie usypia. Już w otwierającym całość "Jedwabiu" druga połowa numeru jest bardzo energetyczna. Tak
więc skojarzenia z dokonaniami macierzystej formacji Stinga nie będą zatem przypadkowe. Pozostałe numery bliższe są Daabowi. Słowa
piosenek Bramafan to osobny rozdział, nad którym warto się chwilę zatrzymać. Są dość poetyckie, ale na szczęście pozbawione
grafomanii. Ich największą zaletą jest lekkość, choć dotyczą różnych spraw, nie zawsze prostych - np. "Zapomnieliśmy żyć".
Moim absolutnym faworytem na przebój jest "Samotność Ulic". Od pierwszych dzwięków wbija się do głowy i nie chce z niej wyjść.
Abstrachując od chwytliwej melodii, tekst piosenki jest bardzo dobrze napisany. Budowanie napięcia w środku numeru oparte na grze
basu także świetnie się sprawdza. Bramafan zadbał o miłe smaczki rytmiczne i kompozycyjne. Także wspomniany już "Jedwab" jest
wyjątkową kompozycją - bardzo ciekawa rytmika, zawieszenia nastroju. Ta muzyka naprawdę płynie. A to co się dzieje po upływie
półtorej minuty, nie pozwala siedzieć spokojnie, rytm po prostu porywa słuchacza.
Nagrany w stołecznym studiu DBX zestaw piosenek
to jeden z najciekawszych debiutów jakie słyszałem. Jednak z technicznego punktu widzenia zabrakło mi kilku rzeczy. Nagranie "na
setkę" sprawia, że brzmienie nie jest idealne, numery mogłyby być bogatsze. Przydałoby się dograć jeszcze kilka ścieżek, choćby
podkreślających wokal. Zabrakło także charakterystycznych dla reagge przeszkadzajek, które by strasznie pomogły piosenkom.
Jednak na podsumowanie mogę powiedzieć tylko jedno: tego trzeba posłuchać! Dla wszystkich fanów nastrojowego grania to rarytas.
Dla reszty to lekcja, jak można pisać dobrą i ciepłą muzykę, jak generować pozytywne wibracje. Bramafan trafia w miejsce sceny, w
którym już od dawna nikt nie reprezentował takiego poziomu. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to produkcja, gdyż kompozycje i
ich wykonanie są bez zarzutu. Troszkę zbyt ascetyczne, ale jakże piękne".
Środa, 08 Wrzesień, 2004
Błarz
Żródło: Radio Net http://rock.radionet.pl
Koncert w Proximie 18.11.2003 "Rock Scena Uniwersytetu Warszawskiego":
"[...] Formacja o intrygującej nazwie Bramafan emanowała wprost pozytywną energią, która szybko udzieliła się publiczności.
Po raz pierwszy tego wieczora cała sala bujała się w rytmach reggae [...] Reggae w wydaniu Bramafan ociera się o rock i romansuje
z popem, tworząc bardzo interesującą całość. Radzę zapamiętać tę nazwę[...]".
Zródło: Bako, Gitariada w Proximie, MUW Magazyn Uniwersytecki, 2003, Nr 1, ss. 6-7
Koncert w klubie Graal (Koszalin):
"Bramafan"
"Pub "Grall" za kwadrans 21. Ciepło, dym papierosów i dzwięki muzyki, jednym słowem pubowa atmosfera. Nagle kilka słów do
mikrofonu i ostry dzwięk.. Zaczęło się! Na dzień dobry koszaliński zespół "Kalosz Laszlo". W odróżnieniu od większości
widowni zespół nie wykazywał oznak trzezwości, przynajmniej tej umysłowej. Było zabawnie, ludzie w przerwach klaskali, lecz
głośniej śmiali się chyba z ciętych dowcipów jakie zespół serwował im ze sceny. Chłopcy zagrali kilka własnych kompozycji i
trochę coverów, a występ zakończyli piosenką dedykowaną nie dawno zmarłemu Tośce. Pomimo wysiłku i miłej atmosfery niestety nie
udało im się, przekonać ludzi do wyjścia na parkiet. A szkoda. Po przerwie okraszonej kilkoma piwami na scenie "Graala" pojawił
się główny gość tego wieczoru zespół "Bramafan" z Warszawy. Na początek kilka gitarowych dzwięków i dużo reggae, całość bardzo
spokojna, a jednocześnie chwytliwa, trochę w stylu zespołu "Daab". Publiczność najwidoczniej właśnie tego potrzebowała. Zespół
szybko się zaaklimatyzował i energia popłynęła ze sceny. Po kilku utworach zdałem sobie sprawę, że muzyka tego zespołu idealnie
nadaje się na takie właśnie koncerty. Można się przy niej dobrze bawić, a równie spokojnie sączyć piwko i w niczym nie będzie ona
przeszkadzać. Muzyka królowała do rana. Ja zakończyłem wieczór po pierwszej w nocy. Na następnym koncercie "Bramafan" i
"Kalosz Laszlo" zjawie się na pewno. Zapraszam wszystkich".
tekst. (Buli)